wtorek, 12 lutego 2013

Ćwiczenia stylistyczne

Kiedyś, przed rozprawą wdałem się w rozmowę z pewnym aplikantem. Rozmawialiśmy na tematy różne, między innymi o "sądach". Mój rozmówca podzielił się ze mną swoimi spostrzeżeniami na temat "podejścia sądów" do twierdzeń zawartych w pismach procesowych. Otóż - jak zauważył - liczy się nie tyle to, co zostanie w piśmie napisane ("pismo może być bardzo dobre"), ale dowody, które wykazują, że było tak jak to jest twierdzone ("a mimo to bez przedstawienia dowodów sąd powództwo oddali"). Wniosek trafny, choć zdziwiło mnie to, że musiał on zostać wyprowadzony na bazie "sumy doświadczeń", a nie był informacją podaną młodemu prawnikowi "na wejściu". 


Opisane zdarzenie przypomniało mi się w trakcie lektury "Ćwiczeń stylistycznych" Raymonda Queneau. Autor przedstawia to samo, banalne, wydarzenie na 99 sposobów. Tematem utworu nie jest opisywana historia, lecz język, jakim można ją przedstawić. Prawnicy powinni przeczytać tę książkę. Częścią naszej pracy jest bowiem dobieranie właściwej narracji do twierdzeń zawieranych w pismach procesowych, i to dla wykazania zasadności żądań. 


Wnioski:

Każdy stan faktyczny można przedstawić w piśmie procesowym na wiele sposób. Jednak brak powołania dowodów no to, że tak właśnie było, sprawia, że pismo jest  jedynie ..."ćwiczeniem stylistycznym". A takimi ćwiczeniami raczej nie wygrywa się spraw. Niby oczywiste, ale ile "ćwiczeń stylistycznych" trafiło ostatnio na Twoje biurko?

wtorek, 10 kwietnia 2012

Ranking stron internetowych sądów - IV edycja

3 kwietnia 2012 roku opublikowano tegoroczną edycję "E-SĄDY PO POLSKU". Tym razem badaniem objęto strony internetowe sądów okręgowych, sądów apelacyjnych, Sądu Najwyższego oraz Trybunału Konstytucyjnego. 


Najwyższe oceny zebrały: strona www SO w Sieradzu oraz strona www SA w Katowicach. Raport do pobrania np. tutaj. 


Kilka ciekawych uwag z badania:

  • po raz pierwszy przebadano stronę TK, pod względem technicznym dostrzeżono potrzebę wielu zmian;
  • pomimo krytycznych uwag w ubiegłorocznym raporcie skierowanych do SN, nie dokonano żadnych zmian na stronie tego sądu;
  • mimo zapowiedzi Ministerstwa Sprawiedliwości w dalszym ciągu na stronach sądów okręgowych nie jest dostępne orzecznictwo;
  • kolejne edycje raportów wywołały zdrową konkurencję między sądami; dobre praktyki wypracowane przez liderów zaczynają przenikać do innych sądów; autorzy raportu wskazują przy tym, że "większość pozytywnych inicjatyw rodzi się na poziomie samych sądów, bez szczególnego wsparcia czy presji ze strony Ministerstwa Sprawiedliwości".

Ostatni punkt potwierdza to, że pozytywne zmiany często nie wymagają nowych regulacji prawnych czy dodatkowych nakładów, a jedynie przyjęcia innego sposobu myślenia. 


Dobrym tego przykładem jest strona www SO w Białymstoku (8 miejsce w tegorocznym rankingu), która - jak można przeczytać w dziale aktualności - stworzona została w "systemie gospodarskim", przy udziale pracowników i sędziów, bez pomocy specjalistycznych firm zewnętrznych. Za jej pomocą można m.in. zapoznać się z najnowszym orzecznictwem tego sądu oraz aktualnym stanem wybranych postępowań sądowych. Myślę, że społeczeństwo oczekuje dziś - co najmniej - takiego dostępu do informacji (a przynajmniej ta jego część, która posiada telefony komórkowe z dostępem do internetu, za pośrednictwem którego płaci rachunki, robi zakupy, sprawdza prognozę pogody albo aktualny indeks HICP). 

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Czy czcionka może zwiększyć skuteczność pisma procesowego?

Możesz codziennie używać samochodu, a mimo to nie musisz odróżniać płynu hamulcowego od płynu do spryskiwaczy. Grunt, aby różnicę widział twój mechanik. Jeżeli natomiast regularnie pracujesz z edytorem tekstu powinieneś mieć podstawą wiedzę z zakresu ... typografii. Dlaczego? Bo typografia wzmacnia przekaz zawarty w dokumencie. 


W Polsce zasady typografii nie są omawiane na żadnym etapie edukacji prawniczej (studia, aplikacja). Skutki tego zaniechania są widoczne w dokumentach tworzonych przez prawników. Często są one trudno czytelne (abstrahując tutaj od kwestii języka i stylu). Ich autorzy koncentrują się wyłącznie na zawartości merytorycznej (co jest oczywiste), ignorując przy tym jej oprawę graficzną. To błąd, gdyż właściwa oprawa ułatwia odbiór treści przez adresata. I temu właśnie służy typografia. Nie chodzi tu o estetykę pisma, ale o jego skuteczność. I dlatego, na przykład, zasadniczej części pisma nie należy pisać arialem, bo jest to czcionka bezszeryfowa, która sprawdza się przy nagłówkach i tytułach, natomiast w dłuższym tekście męczy.


Przyswojenie elementarnej wiedzy o typografii, w zakresie niezbędym dla prawnika, nie wymaga dużego wysiłku. Stało się to zdecydowanie prostsze za sprawą Matthew Butterick'a, autora rewelacyjnej książki "Typography for Lawyers" (25 $ + koszt wysyłki) oraz twórcy strony internetowej o takiej samej nazwie (tu). W Polsce o typografii pisze m.in. Robert Chwałowski. 

wtorek, 17 stycznia 2012

Prowadzenie bloga polega na regularnym zamieszczaniu nowych postów. :)

W tym roku (zwłaszcza w jego pierwszej połowie) nie będę miał na to dostatecznej ilości czasu. Nowe wpisy będą pojawiać się z rzadka, o ile w ogóle.

Bardzo dziękuję za uwagę. Pozdrawiam.

wtorek, 27 grudnia 2011

2011 - Przegląd wydarzeń

Do końca roku zostało kilka dni. Pora na krótki przegląd wydarzeń, które miały miejsce na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy. Ograniczę się do tych, które uważam, ze istotne w kontekście poprzednich wpisów podsumowujących rok 2011 (tutaj i tutaj). 
A więc:

  • styczeń - grudzień: blogi prawnicze; coraz większa grupa prawników przekonuje się do tej formy obecności on-line; dotyczy to zarówno małych, średnich jak i dużych kancelarii; wśród blogów powstałych w 2011 roku wymienić można choćby: blog Pawła Judka o prawie transportowym, blog Kaliny Jarosławskiej o prawie pracy, blog Agnieszki Swaczyny o prawie cywilnym, blog Karola Sienkiewicza o dochodzeniu wierzytelności czy blog o prawie nowych technologii i internecie prowadzony przez prawników z Wierzbowski Eversheds; polska blogosfera prawnicza rozrosła się do tego stopnia, że pod koniec roku uruchomiono nawet katalog blogów prawniczych (większość z nich znajduje się także na liście zamieszczonej na tym blogu);

  • styczeń - grudzień: nowego rodzaju niezamówionie informacje handlowe; w tym roku, obok "tradycyjnego" spamu, na kancelaryjnego maila wpływa sporo niespotykanych dotąd ofert: zapytania od indyjskich prawników gotowych przyjąć od nas pracę w ramach LPO (bardzo egzotyczne), propozycje współpracy od prawników z rajów podatkowych, abonamenty na wideokonferencje i komunikatory internetowe; regularnie też (i częściej niż w poprzednim roku) kontaktowały się z nami firmy oferujące tworzenie i pozycjonowanie stron www; w natłoku takich propozycji oferty kredytów "bez zaświadczeń" stanowiły nikły procent;

  • kwieceń: Rzeczpospolita publikuje Ranking Kancelarii Prawniczych 2011; tegoroczny ranking pojawia się w formacie dobrze znanym z lat ubiegłych; i to zastanawia, bo ten rok jest inny; albo autorzy rankingu uznali, że z jakichś przyczyn nie należy zmieniać jego formuły, albo coś przeoczyli, albo nie dysponowali dostateczną liczbą materiałów; nie wiem, aczkolwiek w kolejnej edycji rankingu wskazane byłyby pewne modyfikacje;

  • kwiecień: ukazuje się pierwszy numer Midy; jest to obecnie najciekawsze czasopismo dla prawników; po Midę sięga się z chęci, nie z obowiązku;

  • sierpień: grupa Onet.pl SA uruchamia serwis z poradami prawnymi; prawnicy powinni obserwować rozwój tego i podobnych serwisów; będzie ich więcej;

  • wrzesień: we Wrocławiu odbywa się Kongres Federacji Adwokatur Europejskich; temat kongresu: "Prawnik i media społecznościowe";

  • październik: anty-wydarzenie; sądziłem, że najpóźniej w IV kwartale tego roku dostawcy systemów informacji prawnych zaprezentują nam nowe, bardziej zaawansowane technologicznie "produkty"; błąd w założeniach - tak się nie stało (sprostowanie: CH Beck testuje obecnie zmodyfikowaną wersję Legalisa, który ma być "wyszukiwarką nowej generacji");

  • pierwsze dni listopada: Naczelna Rada Adwokacka zakłada profil na facebook'u; posunięcie ciekawe, zwłaszcza w kontekście dość niespójnych komunikatów adwokatury co do dopuszczalnych granic wykorzystywania sieci przez adwokatów; 

  • 28 listopada: po raz pierwszy w historii samorząd radcowski umożliwia radcom prawnym udział w szkoleniu zawodowym w formie on-line (i zdobycie w ten sposób punktów szkoleniowych); krok w dobrym kierunku; w przyszłym roku życzyłbym sobie więcej takich szkoleń;

  • grudzień: osoby zainteresowane "wykorzystaniem technologii internetowych do świadczenia usług prawnych" mogły uczestniczyć w konferencji zorganizowanej przez Rzeczpospolitą (koszt 990 zł netto/osoba); dotychczas oferta szkoleniowa "Rz" dla prawników nie obejmowała takiej tematyki; i jeszcze jedno: za taką wiedzą trzeba już płacić  (wkrótce będziemy płacić jeszcze więcej).

Tyle w kalejdoskopowym skrócie, o tym co działo się na naszym rynku. Przy okazji polecam bardzo ciekawy post Jordana Furlonga (tutaj), w którym przedstawia on (w ujęciu globalnym) prognozy na rok 2012. Warto przeczytać. 


I to jest ostatni w tym roku post. Szczęśliwego Nowego Roku! 

środa, 14 grudnia 2011

Jaki był rok 2011 dla prawników? (2)

W poście podsumowującym 2011 rok (tutaj) wskazałem na 4 trendy świadczące o tym, że sposób funkcjonowania naszej branży zaczyna się zmieniać. Każdy z nich wywołany jest - pośrednio lub wprost - przemianami w otoczeniu technologicznym. 


10% przekonanych decyduje o zmianie?
Potrzebowaliśmy trochę czasu, aby zrozumieć, że zachodzące wokół procesy zmian będą miały wpływ na sposób świadczenia przez nas usług. Musieliśmy też przyswoić - w podstawowym choćby zakresie - nową, pozaprawniczą wiedzę. Teraz jednak powinno pójść szybciej. Z dwóch powodów.


Po pierwsze - prawnicy są na ogół bystrzy, zdyscyplinowani i potrafią adaptować się do nowych sytuacji. Zwłaszcza, gdy motywują do tego przesłanki ekonomiczne. 


Po drugie - wskazują na to...  wyniki badań sieci społecznych. Na przykład tych przeprowadzonych przez Social Cognitive Networks Academic Research Centre. Bardzo ciekawie opowiadał o nich kierownik tej jednostki - prof. Bolesław Szymański (Polityka, nr 2826,"Wolność w sieciach").


Wyjaśnił on, że opinia mniejszości oscyluje wokół wartość początkowej, dopóki nie osiągnie wartości krytycznej. Kiedy to nastąpi opinia mniejszościowa "rozszerza się jak płomień i w krótkim czasie zyskuje akceptację całego społeczeństwa". Wartość krytyczna wynosi średnio 10% (jest wyższa, gdy pośród wyznawców opinii większościowej istnieje wąska grupa zdecydowanych zwolenników określonego poglądu). 


Ile procent przekonanych prawników?
A jak te badania mają się do prawników i podsumowania 2011 roku? Zacznę od tego, że co do jednego jesteśmy zgodni: rynek jest trudny i będzie coraz trudniejszy. Na tym jednak kończy się konsensus. Dalej mamy dwie opinie:

  • większościową - nasza branża jest wyjątkowa, bo świadczone przez nas usługi są wyjątkowe, i dlatego nie należy i nie da się wykonywać ich inaczej, niż w ramach obecnego modelu;
  • mniejszościową - obecny model świadczenia usług prawniczych jest osadzony w standardach operacyjnych należących do XX wieku, coraz mniej przystaje on do aktualnych realiów; rozdźwięk ten z każdym rokiem wzrasta i dlatego prawnicy powinni zmienić tak sposób myślenia o swoje pracy, jaki i jej wykonywania.


Nie wiem jaki procent prawników dziś opowiada się za poglądem mniejszościowym. Pewne jest jednak to, że ich liczba wzrasta. O ile w roku 2009 i 2010 grupa ta oscylowała wokół pewnej wartości początkowej, o tyle w roku 2011 roku jej liczebność zwiększyła się. Zwłaszcza w drugiej połowie tego roku. Myślę, że każdy miesiąc będzie przybliżać nas do osiągnięcia wartości krytycznej. Daty? Dziś nie do określenia.

Richard Susskind przewiduje (tutaj), że zasadnicze zmiany w branży nastąpią w perspektywie 5 lat. Dotyczy to relacji brytyjskich i dużych graczy, ale z pewnością będzie to miało wpływ także na inne segmenty rynku. Czy odnosi się to także do naszych, polskich realiów? Dlaczego by nie?

sobota, 10 grudnia 2011

Są rzeczy, których nie należy robić

Sprawy etyki traktuję poważnie. Żadne względy solidarności koleżeńskiej nie mogą usprawiedliwiać tolerowania nieetycznych zachowań. Uważam, że w każdym przypadku, gdy dowiemy się o takim zdarzeniu należy reagować. 
Tyle tytułem wstępu. A teraz konkret. 


Jak klient stał się kontrahentem
Rzecz dzieje się w średniej wielkości mieście. Do adwokata przychodzi klient. Twierdzi, że ma wierzytelność, którą chce egzekwować. Przedkłada komplet dokumentów do sprawy (w tym - to ważne - pisma rzekomego dłużnika, który kategorycznie kwestionuje dług). Zapewne też relacjonuje prawnikowi okoliczności sprawy. Adwokat analizuje otrzymany materiał. Jak dotąd wszystko jest w porządku. Co jednak dzieje się dalej?


Otóż pan mecenas nie podejmuje się prowadzenia sprawy. 


Zamiast tego kupuje od klienta wierzytelność za 40% jej wartości. W umowie z klientem (forma: z podpisem poświadczonym notarialnie, koszty rejenta ponosi... klient) ten udziela adwokatowi określonych gwarancji. M.in. zapewnia, że wierzytelność istnieje w pełnej wysokości, oraz że nie ma jakichkolwiek okoliczności faktycznych lub prawnych, które mogłyby skutkować oddaleniem powództwa o zapłatę. Gdyby okazało się, że tak nie jest adwokat może od umowy odstąpić, a klient ma natychmiast zwrócić otrzymaną cenę. Dodatkowo - klient ma zwrócić adwokatowi jego koszty, określone ryczałtowo na poziomie 45% ceny. 


Biznes rodzinny 
Dalej nasz adwokat-powód występuje do sądu (ale nie w mieście, w którym prowadzi kancelarię). Reprezentuje go w tej sprawie inny adwokat (prywatnie - żona).


Sąd gospodarczy, który rozpoznaje sprawę postanawia przekazać sprawę do wydziału cywilnego. Wyjaśnia, że dochodzona przez adwokata-powoda wierzytelność nie jest związana z wykonywaną przez niego działalnością zawodową. Akta trafiają do sądu cywilnego w mieście, w którym adwokat mieszka (i prowadzi kancelarię). Jeden po drugim, wszyscy sędziowie wydziału cywilnego wyłączają się ze sprawy. Akta zostają przesłane do kolejnego sądu...


Święta krowa?
Myślę, że w opisanym przypadku nie mamy do czynienia z cesją dla inkasa, która mieściłaby się w granicach dozwolonych zasadami etyki zawodowej. Uważam, że czynni zawodowo adwokaci (tak samo radcy prawni) nie powinni łączyć tej aktywności z działalnością zarobkową polegającą na skupowaniu wierzytelności od osób, które zwracają się do nich po poradę. Zwłaszcza gdy, płacą za nie 40% wartości, a całe ryzyko jej sądowego dochodzenia przerzucają na zbywcę. Dla mnie jest to oczywiste. 


W tej sprawie jest też druga kwestia. Otóż zdaje się, że "praktyka biznesowa" rzeczonego adwokata jest w stosunkach lokalnych powszechnie znana. Wskazuje na to pośrednio reakcja sędziów. Mimo tego jest ona prowadzona bez większych przeszkód. O co chodzi? Czy przedsiębiorczy adwokat jest lokalnie świętą krową? Tuzem palestry nie do ruszenia? A może po prostu nikt nie uznał za stosowne zwrócić panu mecenasowi uwagi, na to że nie powinien wyzyskiwać klientów? Bo to po ludzku nieładnie, a do tego sprzeczne z etyką, która jest jednym z filarów wykonywania tego zawodu.

środa, 7 grudnia 2011

Jaki był rok 2011 dla prawników? (1)

W czerwcu br., zamieściłem na tym blogu post o prawnikach i mediach społecznościowych. Napisałem w nim m.in., że prawnicy - generalnie - nie wykorzystują tych mediów w związku ze swoją działalnością. Wówczas była to prawda. Dalej stwierdziłem, że stan taki zapewne ulegnie zmianie, choć trudno określić kiedy i w jakim stopniu. Dziś (6 miesięcy później) myślę, że ta ocena była zbyt sceptyczna. Powinienem był napisać "stan taki niebawem ulegnie zmianie".


Podsumowanie roku
Grudzień to dobry czas na podsumowanie roku, który ma się ku końcowi. A działo się sporo. Oczywiście, mógłbym skoncentrować się na tym, że liczba prawników wzrosła, świadomość prawna społeczeństwa jest nadal niska, a postępowania sądowe nie toczą się szybciej. Ale pod tymi względami rok 2011 nie jest odmienny od poprzedniego.


Co ważnego dla prawników wydarzyło się w 2011 roku?
Tym co zdecydowanie odróżnia rok 2011 od lat ubiegłych jest rozpowszechnienie się wśród prawników przekonania o potrzebie dostosowania dotychczasowego modelu świadczenia usług prawniczych do aktualnych warunków społecznych, gospodarczych i technologicznych.

Co to oznacza i w jaki sposób przejawia się w praktyce? Otóż, moim zdaniem wskazać można następujące trendy:

  • szersze wykorzystanie technologii dla poprawy konkurencyjności kancelarii;
  • zwiększenie nacisku na specjalizację;
  • zmiana form obecności prawników on-line oraz sposobów komunikowania się z klientami;
  • zwiększenie aktywności kancelarii w zakresie działań brandingowych.

Od razu chciałbym też zaznaczyć, że:

  • wymienione wyżej trendy występowały także w poprzednich latach, ale nie były tak intensywne;
  • ich natężenie różni się w zależności od wielkości i lokalizacji kancelarii; i najważniejsze:
  • nie twierdzę, że w 2011 roku wśród polskich prawników dokonał się technologiczny bądź mentalny przewrót; nic takiego nie miało miejsca; doszło natomiast do wyraźnego zawiązania się fundamentów, które w roku 2012 i dalej będą katalizować zmiany w naszej branży. 


W kolejnych grudniowych postach będę kontynuował temat.

Bardzo byłbym ciekaw opinii innych prawników (i nieprawników). Jeżeli uważasz, że się mylę, że coś pominąłem, albo masz inny pogląd na poruszone tematy - zamieść komentarz i podziel się swoim zdaniem.

wtorek, 22 listopada 2011

Przegląd brytyjskich blogów prawniczych

Od niedawna David Allen Green recenzuje co ciekawsze posty pochodzące z brytyjskich blogów prawniczych. Przegląd pojawia się raz w tygodniu, na portalu The Lawyer.


Wiele tekstów dotyczy spraw uniwersalnych, które mogą zainteresować także polskich prawników. Na przykład: post o tajemnicy zawodowej w kontekście korzystania z akt klientów podczas podróży transportem publicznym (vide: poranny pociąg do Warszawy:)). Albo: post o tym dlaczego praca z prawnikami ...nie należy do łatwych.


Dodatkowo: sądzę, że warto na bieżąco śledzić to, co dzieje się w największym laboratorium prawniczym na świecie (o czym pisałem tutaj).

czwartek, 10 listopada 2011

Chwilę przed burzą (mózgów)

Lubimy dyskutować. Nie raz miałem okazję przysłuchiwać się rozmowom, w których prawnicy starali się rozwikłać określone zagadnienia prawne. W tym celu podawali różne argumenty, budowali piętrowe konstrukcje i żarliwie próbowali przekonać innych do słuszności lansowanego przez siebie poglądu. Wielokrotnie "spór" był tak zażarty, a zarazem wyrównany, że w końcu ktoś postanawiał rozstrzygnąć go definitywnie "tu i teraz". Następowało odwołanie się do odpowiedniego "źródła wiedzy". I bardzo często okazywało się, że ... problemu nie ma, a to dlatego, że:

  • stan prawny uległ zmianie; albo
  • przepis brzmiał inaczej niż uważano, albo 
  • dana kwestia została już rozstrzygnięta w doktrynie lub orzecznictwie.

Z tej przyczyny, kilka lat temu, umówiliśmy się w naszej kancelarii, że każdą burzę mózgów poprzedza sprawdzenie przepisów, komentarzy, orzeczeń. Trzymamy się tego i sądzę, że na przestrzeni lat zaoszczędziliśmy setki godzin czczej gadaniny.

A teraz pakuję plecak i jadę w góry. Miłego weekendu wszystkim życzę.:)

środa, 9 listopada 2011

Sala zrywa boki

Zwrot "chwyt poniżej pasa" znajduje się od wielu lat w powszechnym użyciu. Nic w nim nadzwyczajnego. Dotąd nie dostrzegałem w nim jakiegoś szczególnego potencjału humorystycznego. Okazuje się, że jest inaczej. Wystarczy, że wyrażeniem tym posłuży się gej. Wtedy cała sala zrywa boki ze śmiechu. Szokujące jest to, że nie była ta sala w wiejskiej remizie, a sala plenarna na Wiejskiej. Szczelnie wypełniona posłami nowej kadencji... 


Aż strach pomyśleć, co stało by się gdyby poseł Biedroń, starając się uspokoić zgromadzonych, powiedział "proszę się nie śmiać, to nie był dowcip".


A skoro jest to blog dla prawników, to zamieszczam link do bloga Law and Sexuality. I takie blogi istnieją, a dzisiejsze zdarzenie w Sejmie pokazuje, że nie bez przyczyny.

środa, 26 października 2011

Czy można wrócić do czasów sprzed internetu?

Dziś zamiast tekstu "autorskiego" zamieszczam link (tutaj) do rozmowy z prof. Lawrenc'em Lessig'iem (założycielem Creative Commons). Tekst ukazał się w dzisiejszym wydaniu Polityki (nr 44/2831). 

Kanwą rozmowy była kwestia uwolnienia praw autorskich, ale w jej trakcie poruszono także inne tematy. Jednym z nich był przyszłościowy model gospodarki. Warto przeczytać, mimo że znajdziemy tam raczej pytania niż odpowiedzi. Rzecz dotyczy spraw, które dla branży prawniczej są nie bez znaczenia.

sobota, 15 października 2011

List do redakcji

Jest problem prawny? Spokojnie. Zawsze można napisać list do redakcji.

A oto pytanie skierowane ostatnio do pewnego branżowego pisma:

"W marcu 2008 r. zakończyliśmy budowę zespołu bloków mieszkalnych dla TBS pod klucz. W zapisie umowy udzieliliśmy gwarancji na całość robót objętych przedmiotem umowy na okres 72 miesięcy. Czy tak zawarta umowa zobowiązuje nas do wykonywania wszelkich napraw np. wymiany pękniętych sprężyn w mechanizmach zamków drzwiowych, wymiany uszczelek w zaworach grzejników, wymiany zużytych baterii umywalkowych i wannowych. Nasza firma uważa, że tego typu usterki po 34 miesiącach od oddania budynków do użytkowania kwalifikują się do napraw eksploatacyjnych. Proszę o pomoc w tej sprawie popartą odpowiednimi przepisami prawa."

Jak widać, kłopoty prawne można próbować rozwiązywać na wiele sposobów.

sobota, 8 października 2011

Co wiesz o TESCO LAW?

Podobno największe na świecie "laboratorium prawnicze" znajduje się obecnie w Londynie. Wszystko za sprawą Legal Service Act 2007, powszechnie nazywanego Tesco Law. Od 6 października 2011 roku regulacja ta obowiązuje w pełnym zakresie.


Uwolnić rynek
Ustawa miała na celu "uwolnienie" rynku prawniczego w UK, który w ocenie rządu był "archaiczny, nieruchawy, zbyt skomplikowany i niedostatecznie przejrzysty". Antidotum na to miała być liberalizacja tego rynku (przy jednoczesnym wprowadzeniu mechanizmów kontrolnych). Wszystko po to, aby zwiększyć konkurencję, a w efekcie doprowadzić do szerszej dostępności usług prawniczych dla obywateli. Osiągnięciu takiego stanu służyć ma m.in. wprowadzenie możliwości świadczenia usług prawniczych przez podmioty należące do i zarządzane przez "nieprawników" (tzw. ABS - alternative business structures). W ocenie rządu brytyjskiego, potencjalnie zainteresowanymi taką działalnością mogłyby być banki, towarzystwa ubezpieczeniowe czy sieci supermarketów.


Skąd Tesco w Tesco Law
Jak dotąd Tesco nie ogłosiło zamiaru świadczenia usług prawniczych. Swoją nazwę ustawa zawdzięcza wypowiedzi Bridget Prentice, która w trakcie debaty parlamentarnej wyjaśniła, iż celem regulacji jest doprowadzenie do sytuacji, w której "zakup usług prawniczych będzie tak prosty jak zakup puszki fasolki" (a fasolka w sosie pomidorowym jest w angielskiej kuchni jednym z podstawowych dań).




Określenie Tesco Law jest medialnie wdzięczne, niemniej może wprowadzać w błąd. A to dlatego, że sugestywnie narzuca ono pewną wizję skutków, które regulacja może wywołać (powstanie w centrach handlowych punktów oferujących podstawowe usługi prawnicze). Wizja taka jest ułomna - żeby nie powiedzieć naiwna, albowiem ograniczona naszym doświadczeniem. W istocie, Tesco Law stanowi zaproszenie i instrument do tego, aby całkowicie przebudować brytyjski rynek prawniczy. I zapewne dokonają tego nie prawnicy, lecz podmioty spoza branży. Opracowanie i wdrożenie nowych "produktów" będzie wymagało sporych inwestycji, ale rzecz warta jest ryzyka. Do zagospodarowania jest rynek generujący rocznie miliardy funtów.


Rynek uwolniony - co dalej?
Eksperci są w miarę zgodni. 6 października 2011 roku nie byliśmy świadkami Wielkiego Wybuchu na brytyjskim rynku prawniczym, niemniej Tesco Law zmieni ten rynek w perspektywie kilku lat. Jednym z pierwszych nowych graczy jest The Co-operative Group.


Informacje o Tesco Law znajdziesz m.in. na stronie Solicitors Regulation Authority. Warto odwiedzić także Legal Futures.

poniedziałek, 3 października 2011

Perswazyjne wystąpienie oskarżyciela w procesie dr Murrey'a

Kilka dni temu rozpoczął się proces dr Conrada Murrey'a -ostatniego osobistego lekarza Michaela Jacksona. Podczas urlopu, dość przypadkowo, obejrzałem w BBC relację z pierwszego dnia tego reality show. (Biorąc pod uwagę medialną otoczkę sprawy określenie takie uważam za właściwe; "suchy fakt": 29 września br., aplikacja "Michael Jackson Doctor Trial", która umożliwia oglądanie transmisji z procesu przez telefon, stała się nr 1 pośród aplikacji z działu news w sklepie iTunes.)


Jeżeli nie mieliście czasu albo sposobności obejrzenia tego materiału, polecam. Konkretnie: oświadczenie wstępne (opening statement) oskarżyciela Davida Walgrena.


Wystąpienie zostało wsparte prezentacją stworzoną w PowerPoint. Całość (mowa + prezentacja) jest niezwykle perswazyjna (w prezentacji wykorzystano zdjęcia, tekst oraz pliki multimedialne). Przykuwa ona uwagę odbiorcy, któremu precyzyjnie - i pod kontrolą - aplikowane są kolejne informacje. Efekt nie do osiągnięcia przy użyciu samych słów, niezależnie od tego jak sprawnym jest się mówcą.

Prawnicy (zwłaszcza procesowi) powinni to zobaczyć (zajmie to kilkanaście minut):

czwartek, 22 września 2011

Woda, technologia i rachunki bankowe

Okazuje się, że nawet rutynowe czynności mogą być impulsem do przemyśleń. Wczoraj, przy opłacaniu rachunków kancelarii naszły mnie następujące:

  • miesięczny koszt zakupu wody do biura (takiej w baniakach, niezależnie od tej z kranu oczywiście) jest zbliżony do miesięcznej opłaty za korzystanie z telefonu stacjonarnego; ceny dostępu do większości technologii sukcesywnie maleją, a ich wykorzystanie wzrasta; czy nie jest to argument przemawiający za tym, aby prawnicy w większym stopniu zaprzyjaźnili się z technologią w biurze (a przynajmniej, aby nadążali za swoimi klientami)?, i

  • podawanie na fakturze VAT rachunku bankowego w układzie: 12121212121212121212121212 zamiast: 12 1212 1212 1212 1212 1212 1212 stanowi przejaw braku dbałości o klienta, na który mogą pozwolić sobie wyłącznie monopoliści; wskazywanie 26 cyfr ciągiem znacznie wydłuża czas wprowadzania danych do przelewu i zwiększa ryzyko popełnienia błędu; niby drobiazg, ale być może warto spojrzeć na własną fakturę z perspektywy nabywcy...

I to jest ostatni post, który piszę przed urlopem. Kolejny pojawi się około 6 października. O tym dlaczego wtedy, dowiesz się z następnego wpisu. 

sobota, 17 września 2011

Świetne pomysły dla bystrych prawników

Jeżeli odwiedzasz mój blog, zapewne regularnie czytasz i szukasz w internecie informacji przydatnych dla prawników.

W takim przypadku jednym ze stałych punktów programu powinien być - niedawno zliftingowany - blog M. Homann'a "the [non]billable hour".  

Kopalnia "świetnych pomysłów dla bystych prawników" (jak zapewnia nas autor). A wejście do niej tutaj: the[non]billablehour.

poniedziałek, 5 września 2011

Podpis na odpisie pisma procesowego

Ostatnio zostałem wezwany do uzupełnienia braku formalnego pisma procesowego (pod rygorem odrzucenia). Konkretnie - do przesłania podpisanego odpisu (ten załączony przeze mnie podpisu nie miał, a to z tej przyczyny, że był to... odpis). Dla pewności wykonałem telefon do sądu. Potwierdzono - w aktach są dwa egzemplarze mojego pisma, ale tylko jeden podpisany. "Nie, to nie jest pomyłka" - treść wezwania jest jasna, więc o co mi chodzi? "Czytać nie potrafi?"


Odpis v. wtóropis
Otóż czytać "potrafi". I nie boję się z tej umiejętności (bo przecież nie talentu) korzystać. Dzięki niej mogę przeczytać dowolny komentarz do kpc i dowiedzieć się, że odpis pisma podpisany być nie musi (w istocie - podpisany odpis jest wtóropisem czyli kolejnym "oryginałem"). Mogę też "włamać się" do legalisa (lexa etc) i ustalić jak zapatruje się na problem Sąd Najwyższy (np. postanowienie SN z 18.10.2002 r., sygn. akt: V CKN 1830/00 z tezą: "odpisy pisma procesowego nie muszą być podpisane przez stronę (...) jej przedstawiciela lub pełnomocnika procesowego"). Dla mnie dostatecznie przekonywające.


Optymalizacja procesu produkcyjnego
Posta nie piszę po to, aby utyskiwać. Rzecz dotyczy szerszego problemu związanego z funkcjonowaniem instytucji państowych.

Chodzi o automatyzm i bezmyślność. No bo, co stało na przeszkodzie, aby takie pismo (rzekomo obarczone brakiem formalnym, ok ktoś tak uznał) po prostu skserować i nadać sprawie dalszy bieg? Brak czasu? Skończył się toner w maszynie? To nie jest rola sądu? Dwie minuty i byłoby po wszystkim. A tak:

  • ktoś musiał napisać wezwanie, zaadresować kopertę i wysłać pismo (czas pracy - przyjmuję 20 minut; koszt: wydruk + opłata pocztowa + koszty pracy);
  • nasz sekretariat odebrał pismo, zeskanował je, przekazał do załatwienia; pismo przeczytano, przygotowano odpowiedź, zaadresowano kopertę, wysłano (czas pracy: ok. 20 minut, koszty: wydruk + opłata pocztowa + koszty pracy);
  • ogólny czas postępowania sądowego wydłużył się o kilka tygodni (a długość procesu ma znaczenie dla interesów stron).

Zastanawiam się: ile czasu i pieniędzy w skali kraju, rocznie traci się w wyniku takich zbędnych czynności. O ile wydłuża się czas postępowań sądowych? I czy poprawa takiego stanu rzeczy absolutnie wymaga kolejnej reformy, następnej zmiany przepisów, ekstra nakładów w sprzęt i kadry? Może warto byłoby zacząć od czegoś, co w biznesie nazywa się optymalizacją procesów produkcyjnych. Tylko, czy to ja powinienem się nad tym zastanawiać?

środa, 24 sierpnia 2011

Likwidacja postępowania w sprawach gospodarczych

 Betelco

Lato dobiega końca. Niestety, tym razem było mało lata w lecie. Zaklęcia pogodynek na niewiele się zdały. Być może problem należałoby rozwiązać systemowo i wprowadzić przepisy określające "minimalne, wakacyjne parametry pogodowe".


Chciejstwo
Pomysł jest wizjonerski, i co tu kryć - bez szans na
powodzenie. Ustawodawca przyzwyczaił nas jednak do tego, że chciejstwo jest często dostatecznym uzasadnieniem do wprowadzania zmian w przepisach. Z tego powodu zamiast realnych usprawnień na poziomie operacyjnym, zyskujemy wyłącznie... nowe regulacje prawne.


Stało się
Z kodeksu postępowania cywilnego znikają przepisy o postępowaniu w sprawach gospodarczych. Z uzasadnienia (tutaj) projektu nowelizacji dowiadujemy się, że likwidowane postępowanie odrębne nie ma już racji bytu:

"...ważnym czynnikiem, który spowodował wyodrębnienie postępowania w sprawach gospodarczych, było to, że ówczesne, tj. obowiązujące w 1989 r. regulacje Kodeksu postępowania cywilnego były jeszcze obarczone elementami "socjalistycznego" procesu cywilnego...".

A nadto, że na skutek zmian będzie sprawniej, szybciej i... sprawiedliwiej:

"Projekt ma na celu uproszczenie struktury całego postępowania procesowego oraz wprowadzenie rozwiązań, które przyczynią się do usprawnienia i przyspieszenia tego postępowania.
Podkreślić należy, że stosowany aktualnie system prekluzji w postępowaniu odrębym w sprawach gospodarczych wiąże się z nakładaniem na strony postępowania wyższych wymagań (rygorów procesowych) niż w "zwykłych" sprawach cywilnych, którym to wymaganiom nie wszyscy przedsiębiorcy, zwłaszcza mali i średni, mogą sprostać. Powoduje to, że (...) o wygraniu sprawy gospodarczej decydują częściej względy formalne, a nie rzeczywista treść łączącego strony stosunku prawnego."

Uważam, że trafność takiej argumentacji jest wątpliwa. Zwłaszcza co do usprawnienia i przyspieszenia procesów. Ciekaw jestem bardzo, na podstawie jakich to badań i analiz postawiono taką tezę. Poprawcie mnie, jeśli się mylę, ale do tej pory wszystkie nowelizacje kpc skutkujące zwiększeniem rygoryzmu i formalizu w sprawach gospodarczych służyć miały właśnie skróceniu czasu tych postępowań. Teraz zaś okazuje się, że osiągnięcie tego celu wymaga działań dokładnie odwrotnych. Dość zawiłe.


Nie bronię postępowań w sprawach gospodarczych. Co więcej, w pełni zgadzam się z zawartym w uzasadnieniu projektu zmian stwierdzeniem, że "profesjonalizmu w dziedzinie, którą zajmuje się strona postępowania (...) nie należy transponować w sferę postępowania, gdyż w tym ostatnim przypadki chodzi o profesjonalizm w zakresie wiedzy prawniczej i jej praktycznego stosowania" a "zbytnie sformalizowanie procesu i nadmierny rygoryzm, powodujące ryzyko zapadania rozstrzygnięć opartych na >prawdzie formalnej< mogą być źródłem tak niekorzystnych zjawisk jak upadłość, czy bezrobocie" (dobrze, że zostało to wprost przyznane, choć dziwi, że dopiero teraz). Mimo to uważam, że likwidacja tego trybu jest błędem. Zabieg ten - po raz kolejny - powoduje zmianę "reguł gry". Stałość tych reguł jest ważna, albowiem jej skutkiem jest przewidywalność wyniku. A przewidywalność rozstrzygnięcia sądowego jest co najmniej tak isotna jak szybkość postępowania. Przez ostatnie lata likwidowana regulacja obrosła orzecznictwem, które w pewnym stopniu to zapewniało. Już wkrótce wskazówki te będą miały walor wyłącznie historyczny. Znowu będzie trzeba ustalać znaczenie poszczególych przepisów.
Zyska na tym Skarb Państwa, niekoniecznie strony.

czwartek, 18 sierpnia 2011

The Prodigy, Woodstock, Barierki i Umowa

Niedawno odbył się 17. Przystanek Woodstock. Frekwencja rekordowa - koncert The Prodigy obejrzało niemal 700.000 osób. Atmosferę zakłócił jednak "barierkowy incydent". Organizatora festiwalu i brytyjskich gwiazdorów - dosłownie i w przenośni - podzielił rząd barierek ochronnych.


Niewtajemniczonym wyjaśniam: koncert The Prodigy zawisł na włosku. Na kilka godzin przed występem Brytyjczycy postawili organizatorowi ultimatum. Albo pomiędzy sceną a publicznością ustawione zostaną barierki, albo nie przylatują do Polski. The Prodigy dopięli swego. Barierki rozstawiono, co wymagało znacznej mobilizacji, albowiem "sprzęt" należało w kilka godzin zorganizować. Cała sprawa wywołała medialną wrzawę, zaś między Panem Jurkiem Owsiakiem a menadżerem zespołu doszło do szorstkiej wymiany zdań (tutaj i tutaj). Dostało się też się polskim przepisom w zakresie organizacji imprez masowych, które Pan Fairs uznał za przestarzałe i niezgodne z "regulacjami europejskimi". Tyle jeśli chodzi o fakty.


Prawników mogą zainteresować przyczyny barierkowego sporu. Otóż, według relacji Pana Owsiaka The Prodigy zażądali barierek w ostatniej chwili, czym mieli całkowicie zaskoczyć organizatora. Z kolei menadżer grupy w wydanym oświadczeniu stwierdził, że obowiązek ustawienia barierek był zastrzeżony w umowie. W odpowiedzi organizator wyjaśnił, że ustne ustalenia z zespołem były inne, a zapis umowny traktowany był jako pewna "formalność".


Po długim, ale koniecznym wstępie przechodzę do sedna. Cała sytuacja dobrze ilustruje problem, z którym stykamy się na co dzień. W Polsce - generalnie - nie ma zwyczaju czytania umów. Zawarte w nich zapisy uważa się za pozabawione jakiegokolwiek praktycznego znaczenia "formułki". A myśli tak i biznesmen i emeryt; student, tokarz i inżynier. A potem jest zdziwienie. Albo lament.